black-and-white-dice-97619

Trzy strategie wyceny produktu, które rozłożą Waszą firmę na łopatki

Podczas moich konsultacji z właścicielkami firm gdzie pojawiają się problemy finansowe niemal zawsze pada pytanie, w jaki sposób wyceniłaś produkt, czy możesz mi powiedzieć co brałaś pod uwagę? I powiem Wam, że czasem człowiek może złapać się za głowę, ponieważ poniższych strategii nie wymyśliłam sama tylko zebrałam trzy najczęściej powtarzające się schematy, które niestety prowadzą do finansowych perturbacji w firmie.

Strategia nr 1. „Przy ustalaniu ceny patrz na konkurencję”

To hasło niektórzy tak mocno biorą sobie do serca, że przy wycenie produktu czy usługi jedyne co robią to faktycznie bardzo dokładnie patrzą na konkurencję i analizują proponowane przez nią ceny, a następnie dostosowują swoje ceny do cen konkurencji. System działania jest w tej strategii następujący:W pierwszym odruchu, odnajdą strony www firm podobnych do nich, szukają zakładki cennik, a jeśli jej nie znajdują to decydują się na odkrycie swoich talentów aktorskich, idą wtedy do zakładki kontakt i dzwonią odgrywając najlepiej jak potrafią miłego, wymarzonego klienta, by zdobyć cenę usługi czy produktu. Następnie ustalają swój poziom cen na podobnym poziomie i… „niech się dzieje wola nieba”. Tyle że w praktyce oznacza to (o ironio!) wysokie prawdopodobieństwo przestrzelenia się z ceną i to zarówno w aspekcie akceptacji przez klienta, jak i w odniesieniu do kosztów firmy.

Bynajmniej nie chcę przez to powiedzieć, że wyceniając swoje produkty analiza cen u konkurencji nie jest ważna. Jednak nigdy nie powinna być ona według mnie głównym czynnikiem służącym wycenie.

Dlaczego? No cóż, po pierwsze, jeśli już chcecie porównać ceny swojego produktu do produktu konkurencji, to upewnijcie się, czy na pewno ta konkurencja obsługuje ten sam segment klienta co Wy! Pamiętajcie, że poziom cen dopasowuje się też do możliwości finansowych segmentu klienta.  A produkty, choć wyglądają podobnie, mogą być adresowane to innych segmentów niż Wasz, a nie zawsze widać to na pierwszy rzut oka na stronie www. Po drugie, możecie mieć różne koszty wytworzenia produktu, tego tym bardziej nie zobaczycie  na stronie www konkurencji. A jeśli nie uwzględnicie kosztów, to konsekwencje przestrzelenia się z ceną mogą być dla Waszej firmy fatalne.

Strategia nr 2. „Fantazyjna cena z głowy”

Lub tzw. cena na „czuja” – najczęściej spotykam się z nią u przedsiębiorców, którzy mają pewne wyobrażenie ceny, po której klient powinien chcieć kupić produkt (zazwyczaj jest to cena zaniżona lub nieuwzględniająca kosztów wytworzenia), lecz nie określili precyzyjnie swoich segmentów klienta. Stwierdzili, że zobaczą kto będzie kupował i to ten osobnik zostanie ich klientem. W ten sposób sam wyłoni się im segment klienta. Dlatego też reklamują własny produkt wszędzie i pokazują wszystkim, budując przy tym wizerunek, mówiący, że ich produkt jest dla wszystkich. Jednak my-konsumenci, w głowach mamy przeświadczenie nie tylko mówiące, że jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego, ale też, że jeśli coś jest dla wszystkich to musi to być słabe.Innymi słowy sprzedając do każdego, sprzedajecie de facto do nikogo. Przychodu zatem za dużego nie ma, a przedsiębiorca dziwi się czemu, skoro cena wydaje mu się tak atrakcyjna.

Strategia nr 3. „Zacznę od niskiej ceny, takiej po kosztach”

przedstawia się ona mniej więcej tak: Najpierw będę sprzedawać po niskiej cenie, a następnie będę podnosić ją systematycznie do tej, która mnie zadowoli. W tym przypadku bardzo często segment klienta jest całkiem dobrze określony i zazwyczaj spotykam się tu z chęcią docierania do klienta zamożniejszego. Niestety ostatecznie okazuje się, że osoby, które kupują taki produkt nie są wcale w segmencie klienta, jaki określił sobie przedsiębiorca, a dociera on ze swoją ceną do klienta z tzw. dolnej półki budżetowej. Konsekwencją tej strategii jest stworzenie wizerunku produktu przeznaczonego dla tej niższej półki budżetowej i taki jego odbiór zarówno wśród tej niższej budżetowo, jak i wyższej półki.

A nie wiem, czy wiecie, że odwrócenie w oczach klientów wizerunku i przekonania na temat produktu to dopiero ciężka orka, której ja na przykład się nie podejmuję i wolę w takim przypadku stworzyć nowy produkt!

Więc kiedy taki przedsiębiorca chce już zacząć zarabiać na usłudze czy produkcie (bo przecież do tej pory sprzedawał po kosztach) i podnosi swoje ceny, to segment niższy przestaje być stać na produkt, a segment zamożniejszy, dla którego oryginalnie miał być ten produkt, nie jest nim zainteresowany – bo w jego głowie to nie jest produkt dla niego – i w konsekwencji firma zaczyna mieć coraz poważniejsze problemy finansowe.

Jak widzicie wniosek z każdej z wyżej opisanych „strategii wyceny” jest smutny. W niemal każdej firmie konsekwencją takich wycen jest klapa produktu.